środa, 16 stycznia 2019

Przeczytane Marc Elsberg "Blackout"

"Blackout", będący połączeniem thrillera naukowego i powieści sensacyjnej, jest dziełem austriackiego pisarza Marcusa Rafelsbergera, bliżej znanego czytelnikom pod pseudonimem Marc Elsberg. Zadebiutował on w 2004 roku powieścią "Das Prinzip Terz", ale dopiero jego druga książka pt. "Menschenteufel" przyniosła mu sukces. "Blackout" to jego trzecie literackie dziecko, okrzyknięte mianem bestsellera przez magazyn "Der Spiegel", za które otrzymał nagrodę.
Marc Elsberg na kartach swej powieści wprowadza w życie jeden z najczarniejszych scenariuszy, jaki mógłby mieć miejsce w historii ludzkości i który doprowadziłby do poważnych konsekwencji w wielu dziedzinach życia... 
Oto bowiem pewnego dnia w całej Europie następuje nagła przerwa w dostawie prądu. Specjaliści taką sytuację określają mianem: blackout. Dostawcy i operatorzy sieci energetycznych, nie mogąc znaleźć przyczyny awarii, bezskutecznie próbują postawić cały system na nogi. Tymczasem codzienne życie zaczyna się załamywać.Nie działają telefony, telewizja i internet, zatem pada komunikacja. Brak prądu uniemożliwia uzupełnienie nie tylko zasobów żywieniowych, ale również blokady dostaw leków  do punktów medycznych i szpitali. A jeśli już o tych mowa, brak elektryczności stanowi m.in. bezpośrednie zagrożenie dla osób pozostających pod kontrolą maszyn do podtrzymywania życia.Brak wody i nieczynne sanitariaty stanowią zagrożenie pożarowe i epidemiologiczne. Następuje załamanie całego rynku finansowego. Niedziałające bankomaty i zamykane placówki bankowe odcinają ludzi od zasobów pieniężnych, którzy z braku gotówki nie mogą zaopatrywać się w podstawowe artykuły potrzebne w codziennym życiu. Kwitnąć zaczyna czarny rynek i lichwiarstwo.
Tymczasem Włoch Piero Manzano, były haker i uczestnik demonstracji antypaństwowych, zauważa pewną nieprawidłowość w liczniku prądu we własnym mieszkaniu. Zaczyna podejrzewać, że obecna sytuacja może być wynikiem ataku terrorystycznego. Stara się o tym powiadomić odpowiednie służby państwowe, ale nikt nie bierze go na poważnie. Jednak wrodzony upór i przekonanie, że może mieć rację nie pozwala mu się poddać. Pomaga mu Lauren Shannon, dziennikarka CNN, która upatruje w tym szansę na wybicie się przed szereg i stanie się niezależną korespondentką. To, do czego razem dojdą, będzie nie tylko przerażające, ale także ściągnie na nich śmiertelne niebezpieczeństwo.
Komu mogło zależeć na wywołaniu katastrofy?
Wizja nakreślona przez autora jest naprawdę przerażająca. Bo choć przez cały czas zdajemy sobie sprawę, że na kartach powieści stanowi ona fikcję literacką, to jednak gdzieś w głębi ducha mamy świadomość tego, iż wszystko to, o czym opowiada ta historia mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości. Aż strach pomyśleć, co by się wówczas działo...
Żyjemy w XXI wieku.Przyzwyczailiśmy się do tego, że  od pokoleń prąd płynie z gniazdka. To żaden luksus, lecz rzecz oczywista i pożądana. Organizacja współczesnego świata od dawna opiera się na precyzyjnym zarządzaniu elektronicznym. Nikt z nas nie zastanawia się nawet, co by się stało gdyby nagle to wszystko się zawaliło. I właśnie Marc Elsberg, w sposób niezwykle obrazowy, z brutalną szczerością, pokazuje nam konsekwencje, jakie za sobą niesie taka sytuacja. Jesteśmy świadkami ludzkiej bezsilności, rosnącej desperacji, aktów miłosierdzia i wzajemnej pomocy, ale też coraz bardziej pogłębiających się konfliktów społecznych, walki o przetrwanie za wszelką cenę, przepychanek na stanowiskach, upatrywanie szansy na objęcie władzy oraz wszechobecnego chaosu.
Ta blisko 800 stronicowa powieść to najlepszy thriller jakie mi dane było przeczytać. Jest elektryzujący, wstrząsający i trzyma w napięciu od samego początku aż do ostatniej strony. Historię śledzimy z punktu widzenia nie tylko głównych bohaterów, ale także przedstawicieli władz i organizacji państw dotkniętych awarią prądu, co daje nam lepszy wgląd w całą sytuację. Krótkie rozdziały, doskonały styl autora oraz zastraszająco wciągająca fabuła sprawiają, że książkę, mimo jej objętości , czyta się naprawdę bardzo szybko. Po przeczytaniu tej powieści zupełnie inaczej spoglądam na otaczający nas świat. Próbuje wyobrazić sobie siebie  w sytuacji, w której nagle znaleźli sie bohaterowie powieści i szczerze mówiąc nie potrafię tego zrobić. Nie wiem, czy umiałabym poradzić sobie w świecie bez elektryczności. Mając w pamięci wpadki, które miały miejsce na kartach powieści, zdając sobie sprawę, jak bardzo są realne, czuję ogarniające mnie przerażenie. Mam nadzieję, że nigdy nie będę zmuszona stanąć w obliczu takiego kryzysu, jaki dotknął świat wykreowany przez Elsberga. To byłby istny koszmar...
Mega zajebista lektura. Polecam każdemu ją przeczytać. Dość długą ją czytałam, ale wiecie że mam mało czasu na czytanie. Ale wiecie, że ja zawsze znajdę czas na swoje ulubione zajęcie. Lektura mnie bardzo wciągła. Prawdę pisząc to najdłużej czytana przeze mnie książka od jakiegoś roku, ale powtarzam nie miałam za bardzo czasu... Naprawdę godna polecenia pozycja. Mega ciekawa narracja, obrazowo wyjaśniona fabuła. Majstersztyk gatunku. Naprawdę super. Mnie się mega podobała... Nawet mnie nie przerażała myśl, że to prawie 800 - set stronicowa książka. Ale opisuje sytuację, która mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości... Oby jednak nie nastąpił black out. To byłaby totalna katastrofa...
Kolejny wpis już wkrótce. 


Zakopany po same koła

Cześć wszystkim :) Spotykamy się w nowym 2019 roku... Oczywiście i niestety o rok starsi, ale cóż począć... Chciałabym Wam opowiedzieć pewną historię, która zdarzyła się, nie rychlej jak wczoraj. Moi bliscy chcieli Nam zrobić niespodziankę i nas odwiedzić. Widzieliście chyba jaka wczoraj była zawierucha śnieżna. Nie przemyślawszy dobrze wybrali się przez boczną drogę, chcieli po prostu szybciej u Nas być. Niestety nie było Im dane dojechać do celu... Nic poważnego się nie stało, ale niestety w połowie trasy (tej bocznej) auto się zakopało. Co się potem okazało nie tylko moi bliscy się tam zakopali... Zakopało się tam aż trzy samochody. Ale dwa to były jeppy, które miały napęd na cztery koła. Moi bliscy wszystkim pomogli, a im nie miał kto. Jeszcze ich próbując wyciągną z zaspy, jeszcze bardziej ich wepchnęli do niej. Nawet znajomy znajomego próbował Ich wyciągnąć wyciągarką, ale niestety się nie udało. Cóż mieliśmy zrobić... Pomoc nadciągła po trzech godzinach... oczywiście w postaci Nas. Razem z moim teściem i mężem pojechaliśmy na pomoc... Po wielu próbach okopania samochodu i pchania, udało Nam się go ruszyć... Z wielką radością udało Nam się Ich wyciągnąć z tej zaspy... Było naprawdę bardzo ciężko, ale co najważniejsze nam się udało. Jestem strasznie zadowolona z wyników całej tej akcji... CO jeszcze ciekawego znajomy mojego męża "targał" Nam na pomoc, ale co się okazało (jak my już byliśmy "po" akcji) że Ona sam się zakopał. Na szczęście nie był sam i udało Im się wyjechać... Makabryczna pogoda. Na szczęście cały mokrzy, zmarznięci, przewiani, zmęczeni wróciliśmy cało i "zdrowo" do domów. Niestety moi bliscy pojechali do domu, nie odwiedziwszy Nas, ale na całe szczęście nie musieli zostawiać auta na pustkowi, w głuchej dziczy, na otwartym terenie. 
Ważne żebyśmy się tylko nie rozłożyli i nie byli chorzy. Bo jeszcze przed nami w najbliższym czasie dwie ważne uroczystości rodzinne, na których nie może Nas zabraknąć.
Najważniejsze, że cała akcja się udała. Teraz po tej sytuacji, na długo zapamiętają, że w taką pogodę lepiej się wybierać głównymi drogami... Bo boczne drogi jak to u nas w kraju bywa bardzo często są zapomniane i nie odśnieżane w ogóle.
Kolejny wpis już wkrótce.
Pozdrawiam.    

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Szczęśliwego Nowego 2019 roku!!!!

Witajcie Kochani!!! Kolejny rok już za Nami, a następny przed Nami.. Coś niesamowitego. Prowadzę tego bloga od 6 lat. Jestem bardzo zadowolona, że go odwiedzacie. Chciałabym Kochani życzyć Wam kolejnego udanego roku, a może nawet jeszcze lepszego. Abyście wszyscy byli zdrowi, weseli i zawsze uśmiechnięci. A i żeby ten nadchodzący rok przyniósł same szczęśliwe chwile i wszystko co najlepsze dla Was i  Waszych bliskich.

piątek, 21 grudnia 2018

Coraz bliżej Święta...

Witajcie Kochani! Coraz bliżej święta Bożego Narodzenia... U mnie przygotowaniu już na ukończeniu... Prawie wszystko przygotowane. Werwa i ogromna chęć na pakowanie i obdarowywanie prezentami najbliższych jest. Już się doczekać nie mogę reakcji niektórych osób na prezenty. A i jestem cholernie ciekawa co My dostaniemy :) mam nadzieje, że prezenty będą przydatne hehe. Ale cóż mogę jeszcze napisać? Mnóstwo przygotowań do tych świąt a tu przyjdą oczekiwane trzy dni i wszystko minie jak z bicza strzelił. Chociaż atmosfera będzie się utrzymywać u niektórych aż do sylwestra a może i o wiele dłużej... Jeszcze tylko dwa dni i Wigilia Bożego Narodzenia. Jak wiecie uwielbiam ten czas, a teraz jeszcze bardziej jestem ciekawa i pragnę tego czasu. Ten czas jest dla mnie magiczny z wielu powodów, ale to może nie czas na powtarzanie czegoś czego już wiecie...
Życzę Wam wszystkim spokojnych, radosnych, spędzonych w rodzinnej atmosferze Świąt Bożego Narodzenia. Niech nowonarodzona Boża Dziecina będzie dla Was światłem w trudne i ciemne dni. Oby te święta okazały się tak magiczne u Wszystkich jak u mnie.
Jeszcze raz Kochani
 
 WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!!!!   


ps.
A i oczywiście mnóstwa prezentów pod choinką.

Kolejny wpis już wkrótce.
Pozdrawiam.

czwartek, 6 grudnia 2018

W oczekiwaniu na święta...

Witajcie Kochani!!! Jak przygotowania do świąt Bożego Narodzenia u Was idą, bo u mnie pełną parą... Z Wiktorkiem czekamy na pierwsze Nasze wspólne święta. Oczywiście będą wyjątkowe. Pierwszy raz w TRÓJKĘ!!! Już się nie mogę doczekać. Uwielbiam atmosferę świąt Bożego Narodzenia, a teraz będzie jeszcze magiczniejsza... jedynie nie lubie tylko przygotowań typu sprzątanie... Ale pieczenie i przygotowywanie potraw na święta uwielbiam... Życzeń Wam jeszcze nie składam bo moim zdaniem to za wcześnie... a poza tym przecież jeszcze napiszę coś - jak tam, czy już wszystko będzie u mnie przygotowane... Hehe. trzymajcie się więc. Wracam do swoich obowiązków. Do następnego.

poniedziałek, 19 listopada 2018

Ciekawie pracowity weekend

Witajcie :) obiecałam, że będę częściej pisać, więc jestem :) Miniony weekend mieliśmy bardzo pracowity. W sobotę mieliśmy mnóstwo gości a w niedzielę to My byliśmy w gościach - jak można tak nazwać wizytę u dziadków (moich rodziców) hehe. W sobotnie popołudnie gościliśmy Babcie Małgosie, Babcie Jasie i wujka Adriana :) Było bardzo wesoło. Mały Wiktorek był w siódmym niebie bo babcie wymieniały się tylko, nosząc Go na rękach... Cóż zrobić taka kolej rzeczy... W końcu babcie są od rozpieszczania :) Dość długo posiedzieli u Nas. Bardzo byliśmy zadowoleni z Ich wizyty. Bardzo lubię jak do Nas przyjeżdżają. Mam przynajmniej namiastkę swojego rodzinnego domu jak mam ich obok siebie.
Natomiast w niedzielę spędziliśmy u moich rodziców. Pojechaliśmy na obiadek:) bardzo pyszny z resztą. Kolejny dzień Wiktorek miał niebo na ziemi, bo znów Go nosili. Tym razem prym w noszeniu wiódł dziadek Krzysiek. Dziadkowie poszli z Małym na spacer, a ja miałam czas pomóc mojej babci w robieniu klusek na obiad. Oj już nie pamiętam kiedy razem stałyśmy przy stolnicy:) Było cudownie znów spędzić trochę czasu z babcią w kuchni. Dużo mogę się od Niej uczyć. Wróciliśmy wieczorem do domu troszkę zmęczeni ale szczęśliwi. Wiktorek spał jak mały suseł w nocy. Super spędzony weekend - rodzinnie. Mam nadzieje, że to nie pierwszy a i tym bardziej nie ostatni taki weekend przed Nami.
Kolejny wpis już wkrótce.
Pozdrawiam. 

sobota, 17 listopada 2018

Listopadowa zimowa aura

Witajcie Kochani!!! Troszkę zaniedbałam ostatnio wpisy tutaj. Miałam dużo zajęcia z Małym Wiktorkiem. Wiecie jak to jest z małym dzieckiem.  Bardzo przepraszam. Musze się zebrać w sobie i zarządzić "chwilę dla siebie". Ale do rzeczy, tematu dzisiejszego wpisu. Jak już zauważyliście pogoda na dworze  płata nam figle. Do tej pory mieliśmy strasznie ciepły (jak na ten okres w roku) listopad. Teraz przyszła (jak dla mnie) ogromna zmiana.Prawdę powiedziawszy mogliśmy się tego spodziewać. Z dnia na dzień pogoda nam się zmieniła diametralnie. Z ciepłych dni. temperatura spadła do poziomu poniżej zera w nocy. Zmiana okropna, ale w końcu w tym okresie roku takie temperatury "kiedyś" to normalka. Ostatnimi czasy się coś popieprzyło i mamy za oknem to co mamy. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego... Choć naukowcy alarmują, że powinniśmy się zacząć do takiego stanu rzeczy przyzwyczajać :) choć to, jak dla mnie strasznie trudne heh. Ale cóż będziemy musieli zrobić - tylko przywyknąć... Dobrze, że sobie kupiłam płaszcz zimowy, bo już się bałam, że go w tym roku nie wykorzystam. Jeszcze raz przywołam ów naukowców, którzy opowiadają się, że w tym roku ma nadejść zima stulecia... Pożyjemy, zobaczymy. Jak to się ładnie mówi... Już się boję :) Przekonamy się. 
Z całą pewnością to nie jest mój ostatni wpis w tym miesiącu (chociaż dopiero pierwszy). Z pewnością znajdę jeszcze nie raz czas, aby tutaj zajrzeć. A tymczasem trzymajcie się zdrowo i ciepło. Nie zapomnijcie ubrać czapki dzisiaj heh :) 
Kolejny wpis już wkrótce.