piątek, 17 listopada 2017

Może czytać biografie???

Witajcie Kochani!!! Dzisiaj obudziłam się wcześniej i niestety nie mogłam zasnąć. Wstałam z łóżka, w którym spał mój kochany mąż. Swoje pierwsze kroki na bosaka skierowałam do salonu. Na ławie leżała książka, którą od jakiegoś czasu czytam, aby później się podzielić z Wami moimi przeżyciami i odczuciami po jej przeczytaniu... Oczywiście z książką w ręku wróciłam grzecznie do łóżka. Poczytałam jakiś czas ale jakoś nie mogłam się ułożyć w łóżku. Zrobiłam sobie przerwę w czytaniu i poszłam do salonu. Tam wygodnie zajęłam wygodny fotel przy biurku i znów zaczęłam czytać. Za jakąś chwilkę zrobiłam sobie gorącej herbaty i do głowy mi wpadł pewien plan... Kiedy skończę czytać to co zaczęłam, a tego jest dość sporo, może zacznę sobie w czasie jak będę czytać kolejne części kolekcjonować biografię znanych i lubianych osób? Mam już dwie biorafie na półce z książkami, a dzisiaj sobie zamówiłam trzecią... Może uda mi się powiększać z czasem swoją kolekcję i z Wami się dzielić swoją opinią na ich temat??? Szczerze powiem, że to nowe doświadczenie dla mnie... Z chęcią podejmę się wyzwania...
Kolejny wpis już wkrótce.
Pozdrawiam. 

środa, 15 listopada 2017

Odwiedziny :)

Witajcie Kochani! Obiecałam być tutaj częściej, więc jestem. Wczoraj, korzystając z tego, że jestem chora, zaprosiłam do siebie - moją babcie, mamę i brata. Tata niestety nie przyjechał, ponieważ w tym tygodniu pracuje na trzecią zmianę i chciał sobie odpocząć. Bardzo się cieszyłam na tę wizytę, ponieważ rzadko przyjeżdża do mnie rodzina w tygodniu. Kupili pomarańcze i banany - to akurat sprężynka babci... wiem to na pewno. Moja kochana Babcia. Z początku wizyty wszystko było bardzo fajnie, Piliśmy herbatkę, urządziliśmy pogawędkę - ze mną ciężko - zapalenie krtani, ale daliśmy radę :) Mój mąż pojechał po nasz album ślubny (tzw. foto książkę). Bardzo się ucieszyli z tego, że będą mogli ją zobaczyć. Cała magia spotkania minęła, ponieważ mój brat dostał nerwów. Bo nie chciał za długo siedzieć u mnie - trochę mi się przykro zrobiło - nie spodziewałam się. Stwierdziłam, że jeśli będę chciała żeby Moje Kobietki do mnie przyjechały, pojadę po Nie sama albo Pawła o to poproszę... Nie spodobało mi się jego zachowanie... 
Kolejny wpis już wkrótce.
Pozdrawiam.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Dopadła mnie choroba...

Witajcie Kochani!!! Dawno mnie tu nie było ale od dzisiaj będę mieć troszkę czasu więcej aby tutaj pisać. Za oknem szaro, buro i zima więc niestety dopadła mnie choroba. Prawdę mówiąc - zaniemówiłam. Dopadło mnie zapalenie krtani. Każde słowo, które chce wypowiedzieć "zostaje" mi w gardle, albo jak dobrze wiatr powieje z mojego gardła wydobywa się dźwięk piszczenia. Moi bliscy troszkę żartują, że mój mąż będzie miał teraz troszkę spokoju bo ledwo co mówię i nie będę krzyczeć na Niego - choć nie zdarza mi się tego robić. Jak tylko mi na to mąż pozwoli - będę całymi dniami oddawać się czytaniu książki hehe wiecie doskonale, że dla mnie to mega rozrywka.Uwielbiam. Leki zażyte więc mogę sobie odpoczywać. Pozdrawiam Was cieplutko. 
Kolejny wpis już wkrótce.

środa, 1 listopada 2017

Przeczytane: Philippa Gregory "Klątwa Tudorów"

Król Henryk VIII Tudor, który pokonał Ryszarda III Yorka, wciąż obawia się, że ktoś upomni się o koronę Anglii. Pozostali przy życiu Yorkowie są w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Małgorzata York wywodząca się z pozbawionej władzy dynastii, zostaje wydana za sir Ryszarda Pole'a, spolegliwego poplecznika Tudorów. W uznaniu swych zasług zostaje on mianowany namiestnikiem Walii, ale Małgorzacie nie jest pisane spokojne życie na rubieżach. Na walijski zamek Ludlow zjeżdża następca tronu Artur Tudor i jego żona Katarzyna Aragońska. Małgorzata zostaje doradczynią młodej pary, by służyć Tudorom, nie narażając się panującemu władcy. Po nagłej śmierci Artura Katarzyna wraca do Londynu, by wypełnić daną mężowi obietnicę i wyjść za jego brata, Henryka. Los Małgorzaty gwałtownie się odmienia, gdy zostaje wezwana na dwór królowej Katarzyny i Henryka VIII.
Jakie są moje odczucia po przeczytaniu tej lektury??? Hmm... Jak wiecie interesuje się historią i dość sporo wiem na temat okresu, w którym fabuła książki się dzieje. Jednym z moich ulubionych władców jest właśnie Henryk VIII Tudor. Sporo też książek przeczytałam na temat jego panowania. Dla mnie ta lektura jest ciekawa, jak z resztą wszystkie książki Philippy Gregory z tej serii... Polecam tę książkę ludziom, którzy chcą się więcej dowiedzieć na temat ciążącej klątwy na rodzie Henryka VIII Tudora. Bardzo fajnie cały czas ona przeplata się w fabula. Wszystko jest do niej porównywane...
Kolejna lektura już leży na moim biurku. Zdradzę, że jest zupełnie inna niż poprzednie... Zdradzę również, że to powieść fantastyczna. W odpowiednim czasie się o tym dowiecie. Uśmiecha się do mnie... więc do dzieła.
Kolejny wpis już wkrótce.
Pozdrawiam. 

wtorek, 31 października 2017

Czas zadumy i nostalgii

Witajcie Kochani! Już jutro 1. listopada - Święto Wszystkich Świętych. Ten czas to okres wspomnień i pamięci o Tych, którzy odeszli do innego, lepszego świata, wszystkich zmarłych. Ku Ich pamięci zapala się znicze na grobach, na cmentarzach. Wszyscy pielgrzymujemy na cmentarze, aby Ich odwiedzić i zmówić za Nich modlitwę. Jest to dla zmarłych magiczny czas. Niektórzy ludzie tylko raz do roku odwiedzają groby swoich bliskich. Niektórzy nawet nie wiedzą, gdzie ich bliscy leżą... To przykre, ale niestety coraz częściej się o tym słyszy. Palenie zniczy na cmentarzach, przy grobach zmarłych to tradycja. Znicz symbolizuje pamięć. 
Jeśli chodzi o mnie niestety nie za bardzo lubię to święto. Jest ponuro, smuto i w ogóle dziwnie. Ale jestem wychowana w rodzinie katolików, którzy przestrzegają to święto. Więc jestem tego nauczona. Nie stroje się zbytnio ponieważ to nie chodzi o ubiór i nie o to jak ludzie Cię postrzegają tylko o to co w twojej głowie się dzieje. Przychodzisz na cmentarz nie dla ludzi tylko dla tych, których już nie ma wśród nas. Pokazujesz, że pamiętasz o Nich... 

"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..." ks. Jan Twardowski

niedziela, 29 października 2017

Ciągle pada...

Witajcie Kochani w te parszywą pogodę... Jestem strasznie zła na nią... Popsuła się w najmniej oczekiwanym momencie. Nie lubię jak pada. Na szczęście znalazłam sobie ciekawe zajęcie w domu. Hehe... Kto z Was wie, jakie? Tak, Kochani, czytałam. W mojej lekturze jestem już w połowie. Nie zniechęcam się. W kolejnym tygodniu przyjdzie do mnie długo wyczekiwana saga (aż osiem tomów). Fantastyczna lektura się zapowiada na jesienno - zimowe wieczory. Jak się domyślacie, mój mąż nie ma nic przeciwko temu, że w wolnym czasie oddaje się czytaniu. Myślę, że nawet to lubi we mnie, ponieważ kiedy czytam, nie przeszkadzam Mu nadmiernie w Jego pracy. Ale wróćmy do tematu wpisu - deszcz - nie znam osoby, która by uwielbiała jak pada... Troszkę za długo pada... Prawdę mówiąc powinna jeszcze trwać piękna polska złota jesień, a tu co rusz słychać w TV ciągle pogarszające się prognozy pogody. Zapowiadają nawet opady śniegu... Na szczęście My z mężem mamy już najważniejsze rzeczy za sobą, więc jak dla nas może być już zimno... Ale nie aż znów za bardzo... Oboje nie lubimy zimna... Ale się dobrali, dwa zmarzluchy hehe... Tak naprawdę nic nie poradzimy na to jaka jest pogoda za oknem. Musimy się do niej jak najszybciej przyzwyczaić bo niestety ale nic się nie zapowiada na lepszą pogodę... Jestem niezadowolona z aury za oknem, ale cóż. Życie toczy się dalej. Za kilka miesięcy znów zawita do nas wiosna...
Kolejny wpis już wkrótce.
Pozdrawiam. 

czwartek, 26 października 2017

"Za długie czekanie, dobre śniadanie..."

Witajcie Kochani!!! Od mojego ślubu minęło już prawie dwa miesiące, a mnie się wydaje jakby to było wczoraj. Pamiętam ten stres związany z przygotowaniami... ale na szczęście to już za nami... Prawdę mówiąc cały czas jeszcze żyje tym dniem... A co najlepsze jestem z każdym dniem szczęśliwsza u boku Mojego Męża... Układa Nam się cudownie. Mam nadzieje, że nigdy się to nie zmieni. Kocham Go całym sercem i oddałabym życie za Niego, a On za mnie... On jest moją życiową miłością. Bóg wiedział od samego początku jak moje życie się potoczy. Musiałam przejść to wszytko, aby być teraz tak bardzo szczęśliwa. W tym momencie przypominają mi się słowa pewnego duszpasterza, kiedy przyszedł na tzw. "kolędę", po kilkuminutowej rozmowie ze mną, powiedział mi słowa które nigdy nie zapomną, a mianowicie - "Za długie czekanie, dobre śniadanie..." - Nie zapomnę tych słów do końca życia. Wiem, że ów Duszpasterz modli się za moją osobę i osobę mojego męża. Jestem strasznie wdzięczna za to... I co najważniejsze czuje, że uda mi się wszystko o czym marzę... 
Chciałabym, żeby wszyscy byli tacy szczęśliwi jak ja i mój mąż. Życzę wszystkim właśnie takiego szczęścia. Choć też wiem, że nie wszyscy skorzystają z życiowych okazji, które życie podkłada Nam pod nogi. Ale to ich wybór. Wiem, że ja dobrze wybrałam... A co będzie dalej czas pokaże, ja wiem że będzie dobrze :)
No dobrze, już kończę już te moje wywody... czas na coś co aprobuje mój czas dogłębnie... czyli czytanie. Jak wiecie kolejna lektura w moich rękach... więc zmykam.
Kolejny wpis już wkrótce.
Pozdrawiam.